Jesteś tutaj

Jamno

Jamno (niem. Sichdichfür)

 

Niewielka osada położona na północ od Lipnej (w odległości ok. 1 km) licząca obecnie (2013 r.) 26 mieszkańców i 9 domostw. W1937 r. wieś była o wiele większa, gdyż liczyła 24 domy i 97 mieszkańców. Geodezyjnie wieś zajmuje dość spory obszar 1630 ha.

W archiwach dość trudno znaleźć jakieś informacje historyczne o wsi. Jednakże już w 1550 r. wymienia się cegielnię, która pracowała w pobliżu Jamna. Zaś w innym miejscu można przeczytać, że 17 grudnia 1772 r. nieopodal przysiółka Jamno eksplodował piec smolarski [1]. Pracujące w lasach smolarnie stwarzały bardzo duże niebezpieczeństwo pożarów.

W czasach przedwojennych Jamno składało się z trzech części, które nosiły nazwy: Sichdichfür (Wystrzegaj się), Paßauf (Uważaj) i Traunicht (Nie waż się). Nazwy te przypominały o dawniejszych czasach rycerzy-rabusiów grasujących w lasach w okolicy Przewozu, ale też ostrzegały ówczesnych podróżnych przemierzających szlaki leśne, bo i wtedy zdarzały się tu napady rabunkowe.

[1] Waldemar Bena, Dzieje Puszczy Zgorzelecko-Osiecznickiej, Zgorzelec 2012.

 

  Plan wsi sprzed 1945 r. 

     

        Leśniczówka (obraz namalowany, zdjęcie)

 

W pobliżu ruin starej leśniczówki, tuż przy drodze zwanej "Kasztanową",  znajduje się skupisko dębów, zwane przez miejscową ludność "Siedmioma dębami" lub "Siedmioma braćmi", gdyż było tych dębów siedem. W międzyczasie jeden z nich został ścięty i obecnie rośnie ich sześć. Jednakże tuż przy nich zasiał się buk, który dorównuje już prawie swymi rozmiarami dębom, więc drzew ponownie jest siedem.  W odległości ok. 1 km w kierunku zachodnim od przedwojennej leśniczówki znajduje się leśne jezioro, dziś zamulone i z niewielką ilością wody, ale miejsce jest urocze. Nieopodal wsi, od strony wschodniej, rozciąga się rezerwat przyrody „Żurawie Bagno”. Z obszarem tym związana jest legenda mówiąca o czasach wojen napoleońskich.

Było to w roku 1813, kiedy to pobite przez Moskali wojska napoleońskie przechodziły przez te tereny. Jeden z francuskich oddziałów zabłądził w okolicznym lesie i ni rusz nie mógł odnaleźć traktu. Krążąc tak po lesie spotkali kowala Niemca, który mieszkał we wsi Jamno, i poprosili go, by przeprowadził ich brzegiem jeziora do Przewozu (w tamtych czasach bowiem dzisiejsze bagno było jeszcze jeziorem). Kowal wziąwszy od żołnierzy sowitą zapłatę, poprowadził ich ścieżką bagnistą i zdradziecką. Ciężkie konie Francuzów trafiły na podmokłe podłoże i tonęły wraz z jeźdźcami. Kowal zaś szedł pieszo, a znając przejścia nie tonął. Jednak francuski oficer spostrzegł zdradę kowala i zastrzelił go zanim sam utonął.

Kowal-zdrajca nie zaznał spokoju po śmierci. Swój haniebny czyn musiał odpokutować. Odtąd jego dusza błąkała się dookoła jeziora przybierając różne postaci: czasem ludzkie, czasem diabelskie, a czasami takie, których nikt nie potrafił nazwać. Jedni widywali go przebranego za Niemca, w czerwonym fraku, kapeluszu na głowie, z rogami i ogonem – wtedy podobno był najgroźniejszy. Inni widywali go jako duchownego, ale tę postać przybierał rzadko. Gdy brzegiem jeziora szła kobieta lub młoda dziewczyna, duch kowala przeistaczał się w przystojnego młodzieńca. Gdy zaś spotykał mężczyznę – stawał się urodziwą niewiastą. Kto raz dał się zwabić nad brzeg jeziora, ten ginął bez śladu. A jeżeli który podchmielony okowitą, pewny swej siły nie zważał na zdradzieckie moce ducha kowala, ten najprędzej był zgubiony.

Zapewne długo by grasował ten zły duch, gdyby nie pewien owczarz, który pewnego razu przybył do Jamna. Znał on tajniki leczenia ludzi i zwierząt, ale znał też takie sprawy, dzięki którym mógł się przed złym duchem obronić. Gdy posłyszał od okolicznej ludności o poczynaniach bagiennego upiora, postanowił zająć się tą sprawą. Udał się zatem do znajomego grabarza, który mieszkał w Kopanicy koło Wielunia. Ten zrobił mu tajemną laskę, która była z jałowcowego drewna pozyskanego w dzień świętego Michała. Drewno musiało być polewane święconą wodą w kościele, aby zły duch nie mógł do niego przystąpić. Gdy laska była gotowa owczarz wrócił z nią do Jamna.

Gdy nastała pełnia księżyca owczarz wziął laskę, skropił ją jeszcze wodą święconą, zaostrzył szpikulec i udał się nad jezioro. Podczas pełni złe duchy nie mogą się zbyt dobrze ukryć przed wzrokiem człowieka. Dotarł więc owczarz do miejsca, do którego od dawien dawna nawet najodważniejsi nie odważyli się zbliżyć. Czekał jakiś czas, aż z szuwarów wychynęło coś czarnego – ni to pies, ni to dzika świnia, ni jeleń. Zanim owczarz się spostrzegł zły duch stał się diabłem, a gdy stanął tuż przy nim, był już piękną panną. Poczuł też, że coś go niechybnie ku wodzie ciągnie. Usiadł tedy szybko na ziemię, by nogi samowolne go nie zgubiły, a panna zmieniła się w starego, brodatego kowala machającego wielkim młotem. Owczarz wyciągnął laskę, uczynił nią znak krzyża, a kowal odskoczył od niego. Kilkakrotnie kowal podchodził i odskakiwał, gdy owczarz używał swej laski. Aż za kolejnym razem kowal znalazł się na tyle blisko owczarza, że ten uczyniwszy laską znak krzyża pchnął ją z całej siły w pierś kowala. Ryk straszny rozległ się po lesie i zjawa zniknęła w wodzie aż zabulgotało. Woda zaś zwarła się, by martwego złego ducha już nie wypuścić.

Z biegiem lat jezioro zaczęły zarastać szuwary i trawy, dno podniosło się w górę, aż z jeziora zrobiło się bagno – niebezpieczne jak dawniej, bo mokradła wciąż wchłaniały nieostrożnych śmiałków. Jedynie błotne ptactwo, a zwłaszcza żurawie, upodobały sobie ten teren, gdyż jako stworzenia nie mające człowieczej duszy, nie musiały obawiać się zła zamkniętego w bagnie.

Na podstawie Zenona Czarneckiego „Czarci kamień” (Zielona Góra, 1983).

 

Theme by Danetsoft and Danang Probo Sayekti inspired by Maksimer